• Jarosław Olejarz

Jak radzić sobie z finansami firmowymi w czasie epidemii?

Nie ulega wątpliwości, że najważniejszym wyzwaniem dla każdego właściciela firmy lub jej menadżera w czasie trwającej epidemii jest kwestia zapewniania płynności finansowej przedsiębiorstwa. Posiadanie płynności – zarówno w krótkim, jak i długim okresie – jest jednym z najważniejszych obecnie wyzwań, a efektywne zarządzanie posiadanymi środkami pieniężnymi jest niezbędnym warunkiem przetrwania firmy na rynku. Płynność finansowa stanowi gwarancje, że firma ma pieniądze na bieżące opłacanie swoich zobowiązań, a także daje możliwość zaciągać nowe zobowiązania w przyszłości. Brak zapewnienia odpowiedniej płynności finansowej skutkuje w zasadzie powstaniem niewypłacalności przedsiębiorstwa, albowiem nie jest ono w stanie realizować swoich zobowiązań pieniężnych.

Podstawowym sposobem poprawy płynności jest pozyskanie dodatkowych środków pieniężnych, które można przeznaczyć na realizowanie zobowiązań pieniężnych. W tym zakresie najpopularniejszym i dotychczas najczęstszym sposobem było zaciągnięcie kredytu w banku na finansowanie bieżącej działalności. Jednak w obecnej sytuacji pozyskanie kredytu może być dla niektórych firm nie tylko trudne, ale wręcz niemożliwe. Zgodnie bowiem z art. 70 ust. 1 Prawa bankowego bank uzależnia przyznanie kredytu od zdolności kredytowej kredytobiorcy. Przez zdolność kredytową rozumie się zdolność do spłaty zaciągniętego kredytu wraz z odsetkami w terminach określonych w umowie. Kredytobiorca jest obowiązany przedłożyć na żądanie banku dokumenty i informacje niezbędne do dokonania oceny tej zdolności.

W przypadku firm, które obecnie w związku z ogłoszeniem stanu epidemii nie mogą prowadzić działalności, a nadal posiadają przecież zobowiązania, które muszą uregulować, w zasadzie z dnia na dzień powstała sytuacja, w której z jednej strony firmy nie mają przychodów, a z drugiej mają do uregulowania liczne płatności. W takiej sytuacji w zasadziewystępujebrak zdolności kredytowej, a to z kolei powoduje, że przedsiębiorcy w takiej sytuacji nie tylko nie mają możliwości pozyskania nowego kredytu, ale w zasadzie w związku z utratą (często całkowitą) przychodów nie będą w stanie uregulować swoich zobowiązań kredytowych, co spowoduje, że powstaje po ich stronie ryzyko wypowiedzenia przez bank tych istniejących umów kredytowych.

Niestety przepisy Ustawa o przeciwdziałaniu COVID-19 nie zawierają żadnych zmian do przepisów Prawa bankowego, które zmieniałby treść art. 70 ust. 1 Prawa bankowego i umożliwiałby udzielenie kredytu przedsiębiorstwom pomimo braku zdolności kredytowej. Ustawa przewiduje jedynie możliwość udzielenia przez Bank BGK poręczeń i gwarancji spłaty kredytów zaciągniętych przez przedsiębiorców, z wyłączeniem mikroprzedsiębiorców oraz małych przedsiębiorców, z przeznaczeniem na zapewnienie płynności finansowej (art. 15 zzzd ust. 1), przy czym poręczenie lub gwarancja obejmują̨ nie więcej niż 80% pozostającej do spłaty kwoty kredytu objętego poręczeniem lub gwarancją. Co ważne poręczenie to dotyczy tylko kredytów udzielonych po 1 stycznia 2020 r.

Gwarancja udzielona przez BGK w ramach zapewnienia płynności finansowej nie zmienia faktu, że kredytobiorca taki powinien w myśl art. 70 ust. 1 Prawa bankowego posiadać zdolność kredytową. Bank tylko na zasadzie wyjątku – może udzielić kredytu podmiotowi, który nie ma zdolności kredytowej, pod warunkiem:

· ustanowienia szczególnego sposobu zabezpieczenia spłaty kredytu;

· przedstawienia niezależnie od zabezpieczenia spłaty kredytu programu naprawy gospodarki podmiotu, którego realizacja zapewni – według oceny banku – uzyskanie zdolności kredytowej w określonym czasie.

Jak wynika również ze stanowiska Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego („UKNF”) z dnia 31 marca 2020 r. wydanego w ramach Pakietu Impulsów Nadzorczych ws. finansowania przez banki klientów korporacyjnych w obliczu pandemii koronawirusa, ustawowa definicja zdolności kredytowej nie powinna ulegać zmianie. Zdaniem UKNF w przypadku kredytów zabezpieczonych gwarancją Banku Gospodarstwa Krajowego („BGK”), UKNF akceptuje potraktowanie takiej gwarancji jako spełniającej warunek „szczególnego sposobu zabezpieczenia”.Powyższe oznacza, że aby przedsiębiorca (za wyjątkiem małego i średniego, którzy nawet takiej szansy nie mają), który na skutek ogłoszenia stanu epidemii utracił przychody, a tym samym stracił zdolność kredytową uzyskał kredyt w banku, musi wcześniej uzyskać gwarancję BGK. I tu zaczyna się kolejny problem, bo nie wszystkie banki mają podpisane umowy z BGK, a tylko takie mogą przyjmować wnioski kredytowe w tym zakresie (dokładnie jest tych banków 19 – pełna lista dostępna jest na stronie BGK). Po drugie banki podpisując umowy z BGK otrzymują limity, w ramach których udzielają kredytów ww. kredytów. Oznacza to, że pula środków jest mocno ograniczona, w związku z tym banki głównie skupiają się na udzielaniu takich kredytów własnym klientom. Jest to zrozumiałe, albowiem banki zabezpieczają w ten sposób swój własny interes, uruchamiając kredyty z poręczeniem BGK na spłatę już istniejących kredytów powiększanych o nowe środki. W ten sposób banki wykorzystują przyznaną im pulę na poprawę swoich zabezpieczeń w istniejących kredytach, choć intencja ustawodawcy pewnie była zupełnie inna.

Sytuacja zatem jest taka, że głównymi beneficjentami pomocy nie są przedsiębiorstwa (nawet duże, bo te małe i średnie w ogóle nie mogą skorzystać z tych mechanizmów) ale banki, które w ten sposób chronią swoje aktywa kredytowe. Przedsiębiorcy, którzy na skutek wydanych przepisów prawa są w trudnej sytuacji finansowej i nie mają dziś zdolności kredytowej muszą niestety sobie radzić sobie sami.

Drugim sposobem poprawy płynności, choć ograniczonym z uwagi na posiadane przez firmę wierzytelności, jest ściągnięcie od dłużników wymagalnych wierzytelności, czyli doprowadzenie do spłaty przez nich długu względem firmy. W tym zakresie każda firma może oczywiście działania takie prowadzić samodzielnie, dzwoniąc lub wysyłając pisma, jednakże często nie są one skuteczne. Wówczas najlepiej prowadzenie działań windykacyjnych względem dłużników zlecić wyspecjalizowanym firmom windykacyjnym, które zajmą się obsługą całego procesu. Proces taki w zasadzie dzieli się na dwa etapy: windykację polubowną (tzw. miękką) oraz windykację prawną (tzw. prawną). W pierwszym etapie firma windykacyjna korzysta głównie z narzędzi, które mają doprowadzić do polubownej zapłaty, które obejmują kontakty telefoniczne, wysyłanie wiadomości SMS, e-mail czy pism z wezwaniem do zapłaty. W trakcie tych działań często dochodzi do negocjacji w spłacie zadłużeniu czy zawarcia ugody w zakresie spłaty. Jeżeli działania te okażą się nieskuteczne lub wierzyciel sam już takie działania wykonał, można przejść od razu do drugiego etapu, gdzie sprawą zajmują się już prawnicy. Przygotowują oni i kierują w imieniu firmy pozew do sądu, a po uzyskaniu odpowiedniego tytułu, składają wniosek do komornika o wszczęcie egzekucji. Na tym etapie także może dojść do zawarcia ugody lub porozumienia co do spłaty zadłużenia, ale dłużnik oprócz kwoty zadłużenia musi pokryć koszty sądowe i egzekucyjne.

Oczywiście firmy za swoje usługi pobiegają wynagrodzenie, którego wysokość najczęściej jest uzależniona zarówno od etapu działań windykacyjnych jak i od kwoty wierzytelności, terminu wymagalności czy wcześniej podejmowanych działań. Wynagrodzenie takie stanowi najczęściej określony procent kwoty odzyskanej na skutek windykacji, jak również wynagrodzenie stałe lub ryczałtowe (zwłaszcza na etapie działań prowadzonych przed sądem lub komornikiem).

Wybierając firmę windykacyjną, której powierzymy odzyskiwanie naszych wierzytelności powinniśmy się kierować nie tylko ceną, ale głównie doświadczeniem i zakresem usług, które firma taka prowadzi. Najlepiej zlecać usługi firmom, które poprowadzą cały proces windykacyjny, od początku do końca – czyli jeżeli dłużnik nie dokona zapłaty na drodze windykacji polubownej, wówczas przeprowadzą windykacje prawną. Oczywiście dziś trudno szukać takich firm, chodzić i się spotykać, stąd najlepiej jest skorzystać z takich firm, które świadczą swoje usługi z wykorzystaniem sieci Internet (np. spółka Vibil udostępnia narzędzie do zlecania windykacji i zarządzania całym procesem – www.vibil.pl), gdzie wszystko możemy przeprowadzić automatycznie bez wychodzenia z domu czy biura. Spółka też kieruje swoje sprawy na drogę sądową poprzez e-sąd, który obecnie jako jedyny działa i wydaje nakazy zapłaty). Okazuje się, że nawet w czasie zakazów wychodzenia i poruszania się można skutecznie zlecić odzyskanie wierzytelności.


WAŻNA INFORMACJA!

Do końca kwietnia 2020 znieśliśmy opłaty za przekazanie spraw do windykacji ze względu na trudną sytuację poszkodowanych przedsiębiorców. Wynagrodzenie za wykonaną pracę naliczymy dopiero po odzyskaniu należności. Przedsiębiorco – nic nie ryzykujesz, zachęcamy do kontaktu. Możemy i chcemy pomóc.


Jarosław Olejarz

Prezes Zarządu Vibil Sp. z o. o.

41 wyświetlenia
blog.png