• Kamila Lindner

Zdalne nauczanie, czyli czego się nauczyłam, a właściwie, kogo zobaczyłam

Zakończył się rok szkolny. Inny niż te, które znamy. Nawet jeśli nie mamy dzieci to przecież kiedyś też nimi byliśmy i chodziliśmy do szkoły. Zadania domowe zapisywaliśmy w zeszytach lub nie ;) Komputer? Nauka własna? Owszem, ale raczej w formie powtórki przed sprawdzianem. Chyba, że pasjonowaliśmy się jakimś tematem i wtedy poszukiwaliśmy nowych informacji. Tymczasem 2020 przyniósł nam nowe wyzwanie, którego nikt się nie spodziewał. Wielu z nas dostało dodatkowy etat – nauczyciel i to wszechstronny ;) Okazało się, że są obszary, w których musimy się dokształcać, choć okres nauki w szkole mamy dawno za sobą. A ile przy tym narzekań… Bo nauczyciele przesadzają, bo wymagają, bo przecież trzeba dziecku czasem coś wytłumaczyć, a przecież każdy rodzic pracuje, bo czasu nie ma… itd. Rozumiem to, jednak nie zamierzam się na tym skupiać. Ten „dziwny czas” pokazał mi coś zupełnie innego. O ile bardzo dobrze znam wychowawcę mojego dziecka, o tyle pozostałych nauczycieli już znacznie gorzej. I nie mam na myśli tutaj imienia czy nazwiska, a ludzi, po prostu. Dzięki tej sytuacji zobaczyliśmy ich takimi, jakimi są. Pozwolili nam się poznać w trosce o samopoczucie dzieci, poczuciu humoru, wyrozumiałości, które były i są obecne w każdym mailu, w każdej wiadomości na Librusie czy podczas lekcji online. Nadal są wymagający. I dobrze. Szukają rozwiązań, wspierają przy trudniejszych zadaniach, a w Dniu Dziecka zaskakują życzeniami z przygotowaną samodzielnie grafiką. Te kilka miesięcy zdalnej nauki to najcenniejsza lekcja o tych, którzy każdego dnia uczą moje dziecko. Za ten czas bardzo im dziękuję. Moje dziecko też.

Teraz czas planować wakacje i tu z pomocą przychodzi kto? Panek SA i jego kampery. Od 18 maja w swojej ofercie proponuje najem tych aut uwzględniając sezonowość turystyki. I dobrze. Cieszy mnie taka możliwość bo doskonale pamiętam swój urlop sprzed 7 lat, kiedy postanowiliśmy spędzić rodzinne wakacje korzystając z takiej formy podróżowania i wybraliśmy się nad Morze Śródziemne przez Karpaty. Pomijam standard auta bo to rzecz gustu, ale porządny układ hamulcowy na taką wyprawę to absolutna podstawa. Oczywiście zapewniano nas, że spokojnie damy radę pokonać Szosę Trasfogaraską. I tak, daliśmy radę, ale ile postojów było po drodze i przepraszania za wszystkie grzechy to nasze ;)

To co widzę w ofercie Panka, przerasta moje oczekiwania, a właściwie wspomnienia. Znakomicie wyposażone auto w rozsądnej cenie. Chyba czas wybrać się w kolejną podróż :) Tym razem stokroć bezpieczniejszą.

55 wyświetlenia
blog.png